Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miesiączka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miesiączka. Pokaż wszystkie posty

10 sierpnia 2019

Wielorazowo- chwilo trwaj!


Ohoho- tyle czasu minęło od wpisu o podpaskach wielorazowych.
I w ogóle od mojej aktywności na tym blogu. Na innych też ogólna posucha, ale... nie powiedziałam jeszcze swojego ostatniego słowa! :) 


Moja flotylla znacznie się rozrosła, ze względu na charakter moich cykli- a właściwie samej miesiączki, bo poza nią nie używam żadnych  "wypełniaczy" bieliźnianych. 


W między czasie, do tych, które mam, dołączyły trzy podpaski Naya. 
Co o nich sądzę- zaraz napiszę.




Pokusiłam się, z lekka przeciążając limit miesięczny w wydatkach na siebie, na trzy podpaski. Na zdjęciu są dwie, pomiędzy nimi jest dodatkowy wkład chłonny. 
Dwie z nich dedykowane są na średnie do większych krwawień, a ten kolos po lewej to po prostu wkład poporodowy- jak dla mnie jedyne co się sprawdza w nocy.



Plusem podpasek jest to, że nie są białe w strefie "odintymnej". Przy wcześniej używanych podpaskach, szczególnie, gdy nie ma możliwości szybkiego namoczenia (np. kiedy jesteśmy poza domem), zdarza się, że się nie dopierają. Fakt- biję się w pierś lewą i prawą, że nie używam jakichś strasznie żernych proszków. A i ilość dozuję umiarkowanie. Generalnie nie namaczam też w detergencie, a jedynie moczę w zimnej wodzie (jak nakazuje producent z resztą) z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego (naturalny aseptyk). Oczywiście przy następnym praniu, o ile nie napotkamy na  powtórkę z rozrywki, plamy się spierają.


Naya'owe podpaski są kolorowe więc nie widać tak tych ewentualnych przebarwień. Te na średnie krwawienia są nieco krótsze od tych, których używam, ale dobrze trzymają się bielizny i nie mamy efektu uciekającej podpaski (mi zwykle ucieka na tyły, a Wam?).
Minusem dla mnie jest cena...Ale zapominamy o tym, kiedy czujemy się lepiej- na ciele i duszy, a ja tak mam.

Aby zapewnić sobie jako taki komfort miesiączkowania bez odpadów, musiałam dokupić podpasek. Flotylla jest imponująca, nieprawdaż (nadmienię, że w użyciu jedna plus 4 w misce )?



W sumie utwierdzam się w swoim wyborze wielorazówek. Na razie nie zamierzam nic zmieniać. Nawet nie myślę o kubeczku menstruacyjnym, bo dla mnie to niefizjologiczne. 
Dla mnie. 
Nie oceniam tych kobiet, które tę metodę stosują.

Na koniec- porażka miesiąca: podpaski, które kupiłam w ramach próby jednorazówek z bawełną bieloną wodą utlenioną, nieperfumowane.
Odklejają się od bielizny, za to z lubością skrzydełka łapią mnie za intymnia, co akurat nie jest sympatyczne - chyba, że któraś to lubi- ja- zdecydowanie nie. 



19 czerwca 2017

Test wielorazówek- pierwsze spostrzeżenia

Onegdaj pisałam, że zacznę testowanie- o, tutaj.
I już mi wyszło.

Nie mogę wypowiedzieć się jednoznacznie- na hurra i do bani, bo to na razie pierwszy cykl.
Mam już jednak swoje spostrzeżenia.

Zamówienie w komplecie

1. Wykonanie i komfort noszenia
Podpaski wyglądają fajnie i są solidnie uszyte. Jednak- niestety. 
Lepiej dla nich i dla mnie- jakby miały kolorowe środki.
Biel jest niestety niepraktyczna, bo nie wszystkie sztuki udało mi się doprać jak trzeba. 
Ja wiem, że są czyste, ale. 
No właśnie.

Całkiem porządnie wykonane

Kolorki

Wielkość podpasek - klamerka dla porównania


Co do komfortu- ogólnie dobrze, bo milusie. 
Niestety, mus zaopatrzyć się w ciaśniejsze majtki. W przeciwnym razie podpaska ruchem ślizgowym ucieka do tyłu. Generalnie sukienka odpada. Spodnie lepiej ciaśniejsze w tyłku.
U mnie jest zasada, że im mniejsza podpaska- tym szybciej spiernicza z gatek.
Nie wiem...może agrafką ją trzeba będzie przypinać.

2. Bezpieczeństwo.
Brzmi groźnie, a chodzi o zapewnienie ochrony przed przeciekaniem.
I tu niestety- mus testowania dalszego, bo akurat pierwszy cykl w podpaskach wielorazowych  miałam przyjemność odbyć w czasie długiego weekendu, a więc bez posiedzeń w pracy. 
Miałam komfort ciągłej obserwacji akcji na froncie.

Najbardziej obawiałam się przeciekania. 
W sumie- nie udało się uronić ani kropelki, ale- przyznam bez bicia- na noc podpasek już po prostu nie miałam.... 
Przy obfitej miesiączce, braku pogody do suszenia (a taka była), musiałam sięgnąć po  jednorazówki. 
Ilość zakupionych podpasek, w moim przypadku okazała się niewystarczająca. 
Na dodatek, znając już możliwości chłonne wkładu i fakt, że nie ma tu znanego w podpaskach jednorazowych- efektu wchłaniania na całej powierzchni, a głównie wsiąkanie wgłąb, muszę poszukać podpasek z PULu. 
Takie chyba bardziej są w stanie  zapewnić mi czystą piżamę i łóżko.

Suma summarum:
- do okiełznania uciekające najmniejsze podpaski 
- do kupienia dodatkowo przynajmniej 6 sztuk pampuchów maxi
- podpaski z nieprzemakalnym wkładem na noc

Niestety. 
U mnie okres na bogato. 

Mimo wszystko- nie odpuszczam, bo komfort psychiczny jest równie ważny. 
Idea jest dla mnie świetna.
Zdrowie.
Do tego świadomość, że zużyłam tylko 4 podpaski, które będą walać się po Ziemi setkę lat- zamiast około 30...

14 czerwca 2017

Tupaja testuje wielorazówki.

Nie wiem właściwie czemu zdecydowałam się na to dopiero teraz.
A może właśnie tyle czasu potrzeba mi było?
Prócz pieluch jednorazowych Absorbery także tetrowałam.
Może nie ortodoksyjnie, bo na noc szła pielucha, która przeżyje ludzkość, ale za dnia używaliśmy otulaczy i tetry właśnie. 
Nie było odparzeń, bo pieluszki - jak każde- należy zmieniać często. 
Prało się, suszyło, prasowało.

Co mnie do tego skłoniło?
Świadomość.
Świadomość chemii w pieluchach jednorazowych i tego, że dokładają się swą nierozkładalną masą do tych ton śmieci, które ludzkość produkuje. 
Kilkugodzinny kontakt ze skórą malucha i wchłanianie szkodliwych substancji to jedno.
Drugie- wspomniane już zatrważające ilości odpadów.

Nie jestem święta.
Jednorazówki były używane. 
Niestety.

Dlatego postanowiłam zrobić porządek ze swoim wkładem w produkcję odpadów i ograniczenie sobie ładowania mało naturalnych i raczej mało zdrowych środków chemicznych, które w podpaskach się znajdują. Wybielane chlorem, wsady z piekła rodem...

Od dłuższego czasu zmieniłam podejście do podpasek i wycofałam się z tych bardzo cienkich.
Zawierają dużą ilość żeli pochłaniających wilgoć- czyli - powiedzmy to wyraźnie- krew miesiączkową. 
Ma nam być sucho i czysto. Tylko kosztem sporym. Zdrowia. 
No i super odpadów.

Do teraz używałam podpasek klasycznych- w sensie wypełnień bezżelowych- tylko włóknina.
Największym wyzwaniem, przed jakim staję teraz to czy podpaski wielokrotnego użytku sprostają mojej fizjologii. 

Firm i sklepów oferujących tego typu podpaski jest sporo.
Są podpaski z PULem, bawełniane, są też z kieszeniami na wkłady, których używamy w zależności od obfitości krwawień. 
Początkowo myślałam o podpaskach Naya, o których pisze Natalia Miłuńska. 
Jednak cena troszkę mnie wstrzymała, a na dodatek post z pewnego bloga, gdzie widać było, że podpaski (mimo ich wielkiego uroku- głównie za sprawą kolorystyki) są wykonane dość niechlujnie (szybko się strzępiły). 
Zdecydowałam się zajrzeć do internetni i poszukać gdzie indziej. 
Tak trafiłam na BeOPEN. Ceny były do przyjęcia. A zamówienie niestety do małych nie należy ze względu na świadomość swojego cyklu i jego przebiegu.

Dostałam paczuszkę z ładnymi, solidnie uszytymi podpaskami i wkładkami.
Wybrałam trzy rodzaje podpasek i wkładki. 

(foto mojego zamówienia wykonane przez Sprzedającą)

Gratisowo- przyjechał woreczek na zużyte podpaski (gdy jesteśmy poza domem).

Zaczynam testowanie.
Na pewno będą obawy lekkie zwłaszcza w nocy, bo u mnie to zwykle lekka Niagara ;)
Do tego- zobaczymy jak z zasiedzeniem podpaski. 
Czy nie okaże się wędrującą z wilkami ? :))))

A teraz ważne- 
post nie jest sponsorowany. 
Testuję dla siebie. Jeśli któraś skorzysta- to dobrze.