Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyzna. Pokaż wszystkie posty

25 czerwca 2014

Na portalu randkowym...

jest ciekawie...

Typy są różne.
Typy, które ostatnio spotkałam:
1. Kolekcjoner
Dodaje do ulubionych, ale nic z tego dla ciebie nie wynika.
Być może jesteś kolejną, którąś tam, a on zbiera harem.
2. Pamięć złotej rybki
Nie pamięta, że napisał, kiedy odpisujesz, niemal widzisz jego zdziwione, wytrzeszczone gały.
3. Ukryty perwers
Jeszcze cie nie zna, a już projektuje wasze pożycie. Oczywiście z odchyłami. Na dodatek obcokrajowiec z translatorem. Można boki rwać....
4. Poznaj mojego wacka
Zanim się przedstawi, proponuje przesłanie fotek podwozia. Swojego, nie swojej bryki.
Kto tu za kogo myśli?
5. Z rentgenem w oczach
Na podstawie zdjęcia w kompletnym ubraniu komplementuje to co pod spodem.Słabe!
6. Zapowiadający się jako normalni
....

9 marca 2014

Nie pal mostów...

Mała Mi i jej credo- nie zawsze skutkuje;) 

Nie wiem czy wszyscy tak mają, ale to częste.
Na czas związku, to partner staje się  "ważniejszą" rodziną.

Może dlatego, że trochę uciekamy z domu w związki?
Niekoniecznie od przemocy, alkoholu. Niekoniecznie z domów patologicznych z takich czy innych względów.
Jednak chcemy już żyć bardziej po swojemu, a Partner  to umożliwia.


Czasem stosunki między Wybrankiem, a rodziną nie układają się, a my- czując się z nim solidarni, oddalamy się od "swojego rodzinnego stada".
Zaczynamy nawet tracić kontakt z niektórymi znajomymi.
Z reguły przyczyną jest to, że nie do końca "lubią się" z "naszym wyborem".

Póki uczucie było silne, nie martwi nas to. 


Los jednak pokazuje rogi.
Właściwie to nie Los....

A wtedy, rozpaczliwe czasem wołanie o pomoc w formie spowiedzi, trudnych przepraw przez życie z Nim, znów zbliżały. 

Po to, by znów się rozluźnić, kiedy następowała homeostaza....
A potem, znów to samo....


Wdzięczni powinniśmy być swoim Bliskim, swoim Kumpelom, Dobrym Koleżankom, Przyjaciółkom, że to zniosły i pozostały nam bliskie i serdeczne.

Rodzina i ludzie nam przyjaźni, cokolwiek czasem to znaczy, są ważni.
To często oni są dla nas jedynym pocieszeniem w bagnie, z którego pomału, ale konsekwentnie się wygrzebujemy.

Mamy momentami ochotę uciec od wszystkich tych, którzy widzą, jak nam nie wyszło.
Możliwe, że jest to naturalne, nie wiem.
Wstyd?
Poczucie przegranej?
Wiara, że to coś zmieni.

Ale tego akurat nie jest w stanie zmienić nikt, prócz samego zainteresowanego, a Ten- nie zaprząta sobie tym głowy, nie interesuje go to,ma ważniejsze sprawy na głowie.


Jest jeszcze drugi koniec tego kija, który ma po jednej stronie wolność od gderających, a tak na prawdę mających rację bliskich ci ludziach- ucinając kontakt, wyjeżdżając, zostajesz kompletnie sama. 
Może się stać, że nikt ci nie pomoże, bo nikt nie będzie wiedział tego, co Bliscy....





5 marca 2014

Neverending story.

Był sobie kiedyś film pod takim tytułem.
Ale nie o smoku, nie o krainie fantazji napiszę krótko.


Nałogowo.
Niezależnie co się bierze- powraca.


Coś, co początkowo daje kopa, rozluźnia, na koniec nadaje sens wszystkiemu. Z życiem na czele.

Mówią o tym- choroba.
Nie wiem czy się z tym zgodzę.

Nie wiem czy zgodzą się ci, którzy na to patrzą z boku. Ci, którzy cierpią z powodu "chorobowych" zachowań.

Wolę słowo: "uzależnienie".

Kiedy kochasz- masz nadzieję. 
Że znów się postara, że walka go (ją) pochłonie.
Że mu (jej) zależy.

Kiedy nie kochasz- wiesz, że to mrzonki.
Jak zacinający się film...

Już nawet nie przykre...
Bo jeśli nie kochasz, jesteś na drodze do Nowego Życia, po prostu- wiesz, że znów mu (jej) nie wyjdzie...
Ale... to już Cię nie dotyczy. Przynajmniej nie tak bardzo, jak kiedyś...


26 stycznia 2014

Zmiana konwencji i o uczeniu się na błędach.

Chyba szykuje mi się zmiana formy tego co piszę.
Patrzę na te posty wcześniejsze i chyba mają zbyt ciężką formę.
Owszem traktują o trudnych i raczej skomplikowanych kwestiach, ale czy musi być tak...poważnie?

Nie musi.

W zmianach, na które czekam chciałabym odszukać spokój i zajrzeć do trzewi swego umysłu.

Pozbyć się bagażu niepotrzebnych powikłań pozwiązkowych.
Oczywiście pozostanie najważniejsze- Dzieci.
One zawsze będą w jakiś sposób łączyć.

Nigdy nie będę żałować.
Bez tego nie byłoby Ich.

Zapewne wiele czasu upłynie, abym mogła śmiać się z tego co było lub przynajmniej móc n i e   m y ś l e ć  o tym co było i jak było.

Pozytywem całej tej sytuacji jest to, że docieram do siebie. Zaglądam w te swoje bebechy umysłu i widzę już gdzie się potknęłam. W którym miejscu "wdepnęłam w kupę".

Podobno tylko głupcy uczą się na własnych błędach (należy uczyć się na cudzych), ale widocznie tak już mam. Wznoszę ręce do nieba z błaganiem:
Nigdy więcej takich głupot nie rób, babo!

A jednak, jak mówi Danuta Golec, psycholog ("WO" 52(707), powtarzanie błędów, pomimo, ze niosą ból, ma dla nas hipnotyczny urok; potwierdza to, co znajome.
W takim sosie, oswojonym, znanym nam, łatwiej odzyskiwać równowagę.
Zmiana to wyprawa na nieznany, niebezpieczny ląd.

Mnie widok zmian nie przeraża.
Pragnę ich jak kania dżdżu.
Mam już serdecznie dość toksycznego klimatu.

Z kolei czasem, ale tylko czasem myślę: A jak znów się powtórzy? Ileż razy słyszałam o podobnych scenariuszach? Istna "Moda na sukces"- każdy nowy związek- to samo".
Ano...
I tu mądrzy psychologowie piszą, że ładowanie się z jednego gara z bigosem do drugiego to "chęć ponownego przeżycia jakiejś trudnej sytuacji z dzieciństwa. Ukryta motywacja brzmi: Tym razem sobie poradzę". To ostatnie zdanie jakoś znajomo brzmi, ale nie wiem jakiej to sytuacji z wieku szczenięcego mam szukać.

Dlaczego nie uczymy się na własnych błędach- odpowiada znów D. Golec- ano, że uczymy się, ale nie chodzi tu o pojmowanie intelektualne. Raczej o przeżycie tego. Emocjonalne przeżycie.
I to, na tę chwilę wydaje się dla mnie logiczne.

A dlaczego?
Dlatego, że przetrawiłam już w sobie swój błąd.
Dotarłam do jego bebechów.

lasy.gov.pl